Rose?
Od Maksa do Rose
Rose?
Od Rose do Maksa
Serce stanęło mi na chwilę. Na szczęście chłopak nie spadł z konia. Podbiegłam do nich.
- Ok?
- Tak, bywało gorzej.
***
Poszłam do stajni i osiodłałam Asunę.
- Teraz my poćwiczymy. -poklepałam ją po grzbiecie i wyprowadziłam na zewnątrz.
Maks?
Od Maksa do Rose
- A ten to kto? - spytała wyciągając rękę do ogiera, prychnął, położył uszy po sobie i odsunął się.
- Asilo, wyciągnięty z patologi. Póki co jesteśmy na etapie czyszczenia, skubany gryzie. - westchnąłem.
- A ten? - podeszła do Hanowera. - Wygląda na skokowca.
- Exterior, mam go od źrebaka. Ładnie skacze, ale szybko się dekoncentruje i ostatnią przeszkodę zawsze strąca, ale pracujemy nad tym i jest coraz lepiej. - poklepałem konia po szyi.



Od Rose do Maksa
Podeszłam do konia i położyłam rękę na jego grzebiecie, zaczęłam go głaskać. Prychnął cicho i podszedł bliżej, abym dalej go głaskała.
- Damy rade. -powiedziałam do ogiera.
Uśmiechnęłam się do chłopaka
Maks?
Od Maksa do Rose
- Trochę tak, w końcu to nasze, być albo nie być... - westchnąłem.
- Będzie dobrze. - uśmiechnęła się lekko i przytuliła mnie, odwzajemniłem gesty.
Od Rose do Maksa
Położyliśmy się do łóżka i zaczęliśmy rozmawiać.
Maks?
Od Maksa do Rose
- Tylko trochę, ale... bywało gorzej. - uśmiechnąłem się lekko.
Dziewczyna przytuliła się do mnie, odwzajemniłem uścisk.
- Ale wiesz, teraz już na pewno się do ciebie nie zbliży. - uśmiechnąłem się pod nosem.
Rose?
Od Rose do Maksa
- Maks, mogłeś mnie uprzedzić, też chciałam mu coś dać od siebie.
- Wybacz, chciałem to załatwić sam. Dostał porządnie.
- No dobra, wybaczam, ale widzę, że ty też. -odsunęłam się od niego.
- Tak wyszło, ale to nic poważnego.
Od Maksa do Rose
Od Rose do Maksa
- Spokojnie, jeszcze nadarzy się okazja. -pocałował mnie w policzek.
Od Maksa do Rose
- No proszę, Rose... żyjesz. Czyżby twój rycerzyk od siedmiu boleści, przyszedł ci z odsieczą? Przykre. - stwierdził.
Gdy tylko zrobił krok w jej stronę, dostał porządnie w nos. Aż coś chrupnęło... chyba mu go złamałem... up. Gdy leżał na ziemi dostał w brzuch od Rose, przybiliśmy piątkę i ruszyliśmy dalej.
- Widzisz? Spełniliśmy historię. - uśmiechnąłem się lekko.
Rose?
To jeszcze nie jest ta, ostateczna zemsta :3
Od Rose do Maksa
Leżeliśmy na przeciwko siebie i wpatrywaliśmy się sobie w oczy. Przypomniałam sobie, wczorajszy dzień, kiedy kompletnie zakochałam się w Maksie i pocałowałam go. Teraz zrobiłam to ponownie, powoli i namiętnie.
Maks?
Od Maksa do Rose
Jedną rękę położyłem sobie pod głowę, drugą miałem złączoną z Rose. Po chwili obrociłem się w stronę dziewczyny i objąłem ją lekko.
- Kocham cię. - szepnąłem.
Rose?
Od Rose do Maksa
Słońce świeciło dzisiaj bardzo mocno. Zdjęłam bluzę i położyłam ją sobie pod głowę.
Maks?
Od Maksa do Rose
- No dobrze. - uśmiechnęłam się.
Wedle umowy, poszliśmy na pole. Położyliśmy się na trawie i nasłuchiwaliśmy śpiewu ptaków.
- A może... - zaczęła nagle. - Wzięłabym udział w tym konkursie z wami? - zaproponowała niepewnie.
- Jasne, byłoby super. - uśmiechnąłem się. - Sam chciałem ci to zaproponować, ale dziwnie bym się czuł... nie wiem dlaczego.
Rose?
Od Rose do Maksa
- Ale nie do lasu.
- To gdzie?
- Może na pola. Tam będzie cicho i spokojnie, no i nie będzie żadnych przepaści.
Maks?
Od Maksa do Rose
- Może my spróbujemy? - zaproponowała Rose.
- Jasne, czemu nie. - skinąłem głową.
Dosiadłem Coloilo a dziewczyna Asterę, złapaliśmy się za ręce a Sara przywiązała do siebie nasze nadgarstki, ku naszemu zdziwieniu wyszło nam świetnie.
Rose?
Od Rose do Maksa
- Oczywiście, będzie mi bardzo miło.
- A ja będę się czuć bezpiecznie.
Uśmiechnęłam się do niego.
Maks?
Od Maksa do Rose
- O której zaczynacie ćwiczenia? - spytała.
- O 15. - wyjaśniłem. - A co?
Rose?
Od Rose do Maksa
Zjedliśmy śniadanie i poszliśmy do stajni. Pomogłam tak Maksowi zająć się końmi, posprzątaliśmy też boksy i przygotowaliśmy im świeżą wodę, oraz jedzenie. Tak zleciała nam godzina.
Maks?
Od Maksa do Rose
- Głodna? - spytałem.
- Bardzo. - uśmiechnęła się.
- To zaraz wracam. - odwzajemniłem gest.
Przygotowałem dla nas kanapki, do dwóch szklanek nalałem sok pomarańczowy.
- Smacznego. - uśmiechnąłem się lekko.
Rose?
Od Rose do Maksa
- Może, pójdziemy tam jak będą mieli trening.
- Ok, dzisiaj mieliśmy poćwiczyć w terenie. Wiesz skoki przez drzewa, które zostały zniszczone podczas burzy, przez płoty i strumyki.
- Świetnie, a o której miał się zacząć?
- O 14. -Spojrzałam na zegarek, było dopiero w pół do dziewiątej- Mamy trochę czasu.
Maks?
Od Maksa do Rose
- Nie uwierzysz! Tata przyjechał i zabiera mnie na lody i do wesołego miasteczka na cały dzień! - mówił przez drzwi.
- Super, baw się dobrze.
- Dzięki. - odbiegł.
Przetarłem oczy dłonią i ponownie spojrzałem na Rose.
- Nie wrócisz do nich, prawda?
Rose?
Od Rose do Maksa
- Bardzo dobrze. a Tobie?
- Też.
Nagle ktoś zapukał do drzwi.
- Maks, śpisz? -był to Dean
Maks?
Od Maksa do Rose
- Hej. - uśmiechnąłem się.
Rose?
Od Rose do Maksa
- Dobra myśl, ale lepiej tego nie spisywać tylko działać od razu. -odwzajemnił uśmiech.
Ciekawe...Dzisiaj pierwszy raz się całowałam z chłopakiem, zostałam oszukana i próbowano mnie zabić, a teraz leżę sobie w łóżku mojego ukochanego i obmyślam z nim sposób zemsty...Co jeszcze się dzisiaj wydarzy?
Maks? xD
Od Maksa do Rose
- Bardzo ciekawa historia. - uśmiechnąłem się.
- No wiem, szkoda że nie prawdziwa. - odwzajemniła gest.
- Może się spełni. - mrugnąłem. - Dobra, to teraz moja kolej. Pewnego, bardzo słonecznego, upalnego dnia był sobie Aaron, szedł przez tory kolejowe i nagle przejechało go pendolino... a wiesz kto nim sterował? My. - uśmiechnąłem się lekko.
Rose?
Od Rose do Maksa
Od Maksa do Rose
- W takim razie, dotrzymam ci towarzystwa. - stwierdziłem odgarniając jej kosmyk włosów za ucho.
- Na pewno? Będziesz niewyspany... - skrzywiła się lekko.
- Trudno, nic mi nie będzie. - uśmiechnęłam się lekko.
Rose?
Od Rose do Maksa
- Nie bój się jestem przy Tobie. -znów pocałował mnie w głowę.
- Wiem, ale i tak zasnę zapewne nad ranem...
Maks?
Od Maksa do Rose
- Nie możesz spać? - szepnąłem nagle, całując ją w czoło.
Rose?
Od Rose do Maksa
- No, teraz to jest mi już gorąco.
Jakiś czas później, skończyliśmy już te namiętne pocałunki i obściskiwania się. Leżałam przytulona do Maksa i próbowałam zasnąć.
Maks?
Od Maksa do Rose
- Ja ciebie też kocham, najmocniej na świecie. - szepnąłem.
Teraz liczyła się dla mnie jeszcze trzecia osoba. Rose, Dean i oczywiście konie, właściwie tylko one mi zostały po mamie...
Rose?
Od Rose do Maksa
- Dziękuję. -powiedziałam odsuwając się od niego. Nie potrafiłam tego powiedzieć nie patrząc na niego- Maks...kocham Cię. Już od dawna czułam do Ciebie coś więcej, ale jak wtedy trzymaliśmy się za ręce...
Maks uśmiechnął się. Czekałam, aż coś odpowie, ale on tylko schylił się i pocałował mnie. Odwzajemniłam pocałunek, to chyba znaczyło, że czuje do mnie to samo co ja do niego. Ucieszyłam się w duchu i dalej go całowałam, bardziej namiętnie.
Maks?
Od Maksa do Rose
Dean spał, zaprowadziłem ją prosto do swojego pokoju. Nadal była roztrzęsiona i zmarznięta, szybko okryłem ją kocem i objąłem, chcąc ją rozgrzać. Nie chciałem, aby się pochorowała. Ten chłopak naprawdę ma coś z głową... ale niech nie myśli, że pójdzie mu to tak płazem.
Rose?
Od Rose do Maksa
- Mogę dzisiaj u Ciebie zostać?
Maks?
Od Maksa do Rose
Od razu wrócił do domu, my natomiast zostaliśmy sami.
- Chciałabym jeszcze zostać... ale muszę zająć się swoim koniem. - westchnęła lekko.
- Jasne, rozumiem. - skinąłem głową.
- Do jutra?
- Do jutra. - uśmiechnąłem się lekko.
Dziewczyna przytuliła mnie, odwzajemniłem uścisk, zniknęła mi z oczu. [...] Wieczorem postanowiłem zabrać Asterę na przejażdżkę. Przyniosłem z siodlarni sprzęt western, osiodłałem ją i pojechałem w las. Zrobiło się ciemno, nadal się zastanawiam, czy nasz pocałunek naprawdę znaczył coś dla dziewczyny, nagle usłyszałem jej głos a także Aarona, stanąłem za drzewem, wytargał ją z samochodu.
- Wybacz Rose. Osobiście nic do ciebie nie miałem, ale po co zaczęłaś spoufalać się z tym wyrzutkiem? Co, rozstawiłaś dla niego nogi i kasą ci sypnął? - wepchnął ją na krawędź przepaści, dzieliła ona od... właściwie niczego, tam nic nie było. - Pozdrów tych, co są na dole, albo w lesie...
Co za palant... wywiózł ją w sam środek lasu, licząc że spadnie stąd albo się zgubi... Odjechał, nagle ziemia spod nóg dziewczyny się osunęła, w ostatniej chwili złapałem ją za rękę, nim zdążyła spać.
- Nie puścisz mnie, prawda? - spytała zapłakanym głosem.
- Nigdy, obiecuję.
Czując, że Rose zaczyna mi się wyślizgiwać, spiąłem się i przyciągnąłem ją do siebie, następnie mocno przytuliłem.
- Już spokojnie, jesteś bezpieczna. - szepnąłem.
Rose?
Od Rose do Maksa
Obiad był bardzo dobry. Po posiłku wyszliśmy na dwór.
- Wiecie co, tak się najadłam, że aż zmęczyłam.
Dean zaśmiał się.
- Ja to bym jeszcze zjadł. -przyznał chłopiec.
Wszyscy zaczęliśmy się śmiać.
Maks?
Od Maksa do Rose
- Gdzie wy się schowaliście do jasnej ciasnej?! - spytał przeskakując ogrodzenie.
- To nasza tajna kryjówka. - uśmiechnąłem się lekko.
Nie chciałem mu powiedzieć, obraziłby się.
- Pani kucharka przed chwilą pojechała, powiedziała że obiad gotowy.
No tak, ojciec wynajął różnych ludzi - skoro cały czas go nie było...
- Zjesz z nami? - spytałem.
Rose?
Od Rose do Maksa
Od Maksa do Rose
Rose?
Od Rose do Maksa
Siedzieliśmy z Maksem w milczeniu, znów trzymaliśmy się za ręce. Zastanawiałam się nad tym, jak bardzo teraz cierpi.
- Maks. Bardzo Ci jej brakuje?
Pokiwał tylko głową. Było mi go szkoda. Znałam jego mamę, zdążyłam ją poznać zanim odeszła. Bardzo sympatyczna kobieta, pracowita. Ścisnęłam mocniej jego rękę, bo czułam, za zacznę zaraz płakać. Chłopak spojrzał na mnie. Spojrzałam mu w oczy i myślałam tylko o tym jakie są piękne, aby się nie popłakać. Nagle zauważyłam, że nasze twarze dzieli zaledwie kilka centymetrów. Przybliżyłam się bardziej i pocałowałam chłopaka. Najpierw powoli, a z chwilą bardziej namiętnie.
Maks?
Od Maksa do Rose
Rose?
Od Rose do Maksa
- Gdzie jesteśmy? -spytałam szepcząc.
- W...gabinecie mojej mamy.
Nagle usłyszeliśmy głos Deana.
- Maaks. Gdzie jesteś? Rosee.
Chłopak spojrzał na mnie i przyłożył pale do ust. Pokiwałam głową. Chłopak nasłuchiwał, czy jego brat przypadkiem się tu nie zbliża, a ja odnalazłam wzrokiem nasze dłonie. Wciąż trzymaliśmy się za ręce.
Maks?
Od Maksa do Rose
- Nie ma sprawy. - odwzajemniłem gest.
Nie mieliśmy żadnego pomysłu na kryjówkę, a słyszeliśmy za sobą głos Deana. Wciągnąłem Rose do gabinetu mamy, nikt nigdy tam nie wchodził, za dużo wspomnień... ale nie chciałem aby nas tak łatwo znalazł.
Rose?
Od Rose do Maksa
- Na pewno.
- Maks jest ze skały, kiedyś spadł z konia i wszyscy myśleli, że po takim upadku coś sobie złamał, ale nic mu nie było. -Dean wyszczerzył białe zęby w szerokim uśmiechu.
Pokręciłam głową z niedowierzaniem.
- No dobra.
- Teraz ja szukam. Raz. Dwa.
- Chwila, chwila. -powiedział Maks, podnosząc się szybko z ziemi.
Otrzepał się, złapał mnie za rękę i zaczął biec.
Maks?
Od Maksa do Rose
- Żyjesz? - dziewczyna kucnęła koło mnie.
- Taak. - mruknąłem. - Wygodna ta ziemia.
Rose?
Od Rose do Maksa
Maks spojrzał na mnie.
- No co? Chowaj się. -puściłam mu oczko. Chłopak uśmiechnął się i poszedł w przeciwną stronę niż jego brat.
- Licz do 20. -oznajmił zanim znikł mi z oczu.
- Raz. Dwa. Trzy [...] Szukam!
Wpierw poszłam do stajni odnaleźć chłopca. Zajrzałam do wszystkich boksów i nigdzie go nie było.
- Dean, wiem, że tu jesteś.
Usłyszałam jego śmiech. Dochodził ze słomy. Podeszłam najciszej jak się dało i szybko odkryłam kępę siana.
- Mam Cię. -powiedziałam łapiąc chłopca w pasie, gdy próbował uciec.
Maks?
Od Maksa do Rose
- No gdzie? - uśmiechnęła się lekko.
- Do gnoju wlazł! - mówiąc to, spowodował że każdy z nas zaczął się śmiać.
Po chwili wsiedliśmy na konie i ruszyliśmy w stronę naszej stadniny, pierw rozsiodłaliśmy konie i wpuściliśmy je na padok.
- No dobra, to kto liczy? - spytałem.
Rose?
Od Rose do Maksa
Od Maksa do Rose
Od Rose do Maksa
- Proszę, proszę. Rose widzę, że lubisz zabawy z nieudacznikami.
- O czym ty mówisz, Aar? Przecież ja się z Tobą nigdy nie bawiłam.
Nie spodobała mu się moja odpowiedź.
- Po co przyszedłeś?
- Mamy teraz trening, przed zawodami. Powinnaś na nim być, a nie paradować w bikini. Ale jak chcesz, to wieczorem...proszę bardzo. -uśmiechnął się, a raczej tylko wykrzywił usta.
- Jesteś obrzydliwy.
- O co chodzi? -spytał Maks, który właśnie do nas podszedł.
- Rose powinna być na treningu.
Maks?
Od Maksa do Rose
Chciałem jej coś zaproponować, ale to nie byłoby uczciwe. Nie chciałem zniżać się do poziomu Aarona. Moja mama kiedyś też prowadziła obozy, ale kiedy jej zabrało, wszystko zaczęło upadać. Ojca nie ma prawie w ogóle w domu, muszę zajmować się Deanem a w dodatku wszystkimi końmi i stadniną. Po prostu już nie dawałem rady... ojciec dał nam szansę, ale taką, że nie mieliśmy praktycznie żadnych szans. Mieliśmy wygrać zawody skokowe, do czasu było ok, ale gdy okazało się że będziemy konkurować z Caruso, wszystko legło w gruzach. W końcu wstałem, ściągnąłem koszulkę i wyciągnąłem w stronę dziewczyny rękę.
- Chodź, pójdziemy popływać. - uśmiechnąłem się.
Rose?
Od Rose do Maksa
Chłopak spojrzał na mnie ze zdziwieniem.
- Myślałem, że lubisz konie.
- Ha, lubię to mało powiedziane, cieszę się, że mogę tyle czasu spędzać z tymi cudownymi zwierzętami, ale chodzi mi konkretnie o stadninę. A jeszcze bardziej o Aarona.
- Coś Ci zrobił?
- Mi nie, ale urodził się, to wystarczy, żeby go znienawidzić.
- Wiem coś o tym. -chłopak zamyślił się.
- A co u Ciebie?
Maks?
Od Maksa do Rose
- Tylko nie wchodź za głęboko! - krzyknąłem za nim.
- Dobra, dobra! - usłyszałem.
Usiadłem koło dziewczyny na piasku.
- Co tam u ciebie? - uśmiechnąłem się lekko.
Rose była jedyną osobą, którą lubiłem z tamtej grupy.
Rose?
Od Rose do Maksa
- Cześć. -przywitałam się.
- Cześć Rose. -oboje się uśmiechnęli.
Pogadaliśmy chwilę i postanowiliśmy pojechać nad jezioro, które znajdowało się nie daleko.
Maks?
Od Maksa do Rose
- Głodny? - spytałem.
- Jak wilk. - uśmiechnął się.
Podałem mu talerzyk z kanapką, usiadł przy stole a ja naprzeciw niego, nalałem nam do szklanek soku pomarańczowego. Gdy zjedliśmy, poszliśmy zająć się końmi. Dean zawsze mi pomagał, dzięki czemu szło szybciej. Gdy wyprowadziliśmy wszystkie na padok, zabrałem Infiniti'ego a chłopiec swoją Ruby, osiodłaliśmy je i pojechaliśmy w teren. Niestety, jadąc przez szosę natknęliśmy się na Aarona i jego kolegę oraz osoby, które przyjechały do nich wczoraj na obóz.
- A tutaj widzimy porażkę życiową, Asher. Twój ojciec zdecydował się już sprzedać stadninę? Mój ojciec ma ochotę na parę waszych koni.
- Nie masz na co liczyć, nie sprzeda ich a już na pewno nie wam.
- Czyżby? To dalej, zobaczmy kto jest lepszy. Wyścig, do końca szosy. - zmarszczył brwi.
- Wiesz co? Będę ponadto, nie ośmieszę cię przy tylu osobach i radzę przestać robić z siebie debila bo nie sądzę żebyś komuś tu imponował. - stwierdziłem.
Cmoknąłem a Infinity ruszył kłusem przed siebie, jego kroku dorównała Ruby z Deanem. Zniknęliśmy w lasie, jak ten człowiek gra mi na nerwach...
Rose?