Od Maksa do Rose

- A wiesz co? W lodówce jest deser. - mrugnąłem do niego.
Od razu wrócił do domu, my natomiast zostaliśmy sami.
- Chciałabym jeszcze zostać... ale muszę zająć się swoim koniem. - westchnęła lekko.
- Jasne, rozumiem. - skinąłem głową.
- Do jutra?
- Do jutra. - uśmiechnąłem się lekko.
Dziewczyna przytuliła mnie, odwzajemniłem uścisk, zniknęła mi z oczu. [...] Wieczorem postanowiłem zabrać Asterę na przejażdżkę. Przyniosłem z siodlarni sprzęt western, osiodłałem ją i pojechałem w las. Zrobiło się ciemno, nadal się zastanawiam, czy nasz pocałunek naprawdę znaczył coś dla dziewczyny, nagle usłyszałem jej głos a także Aarona, stanąłem za drzewem, wytargał ją z samochodu.
- Wybacz Rose. Osobiście nic do ciebie nie miałem, ale po co zaczęłaś spoufalać się z tym wyrzutkiem? Co, rozstawiłaś dla niego nogi i kasą ci sypnął? - wepchnął ją na krawędź przepaści, dzieliła ona od... właściwie niczego, tam nic nie było. - Pozdrów tych, co są na dole, albo w lesie...
Co za palant... wywiózł ją w sam środek lasu, licząc że spadnie stąd albo się zgubi... Odjechał, nagle ziemia spod nóg dziewczyny się osunęła, w ostatniej chwili złapałem ją za rękę, nim zdążyła spać.
- Nie puścisz mnie, prawda? - spytała zapłakanym głosem.
- Nigdy, obiecuję.
Czując, że Rose zaczyna mi się wyślizgiwać, spiąłem się i przyciągnąłem ją do siebie, następnie mocno przytuliłem.
- Już spokojnie, jesteś bezpieczna. - szepnąłem.

Rose?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz