Od Maksa do Rose

Z uśmiechem odwzajemniłem pocałunek, sprawiając go jeszcze bardziej namiętnym. Leżeliśmy tak do późna, wracaliśmy gdy zrobiło się ciemno. Natknęliśmy się na Aarona.
- No proszę, Rose... żyjesz. Czyżby twój rycerzyk od siedmiu boleści, przyszedł ci z odsieczą? Przykre. - stwierdził.
Gdy tylko zrobił krok w jej stronę, dostał porządnie w nos. Aż coś chrupnęło... chyba mu go złamałem... up. Gdy leżał na ziemi dostał w brzuch od Rose, przybiliśmy piątkę i ruszyliśmy dalej.
- Widzisz? Spełniliśmy historię. - uśmiechnąłem się lekko.

Rose?
To jeszcze nie jest ta, ostateczna zemsta :3

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz