Słyszałem, że znalazła Deana. Wychyliłem się lekko zza swojej kryjówki, zauważyłem zbliżającą się Rose, trzymającą za rękę Deana, szybko zmieniłem miejsce aby tak szybko mnie nie znaleźli. Wdrapałem się na jakieś drzewo, miałem z niego dobry punkt obserwacyjny. Gdy stanęli koło mojego drzewa, modliłem się, aby nikt nie spojrzał w górę, nagle gałąź zaczęła pękać w jednej chwili runąłem na ziemię.
- Żyjesz? - dziewczyna kucnęła koło mnie.
- Taak. - mruknąłem. - Wygodna ta ziemia.
Rose?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz