Oderwaliśmy się od siebie na milimetr, gdy zabrakło nam tchu, aby po chwili znów złączyć nasze usta w namiętnym pocałunku. Jakie miałem szczęście, że ją mam...
- Ja ciebie też kocham, najmocniej na świecie. - szepnąłem.
Teraz liczyła się dla mnie jeszcze trzecia osoba. Rose, Dean i oczywiście konie, właściwie tylko one mi zostały po mamie...
Rose?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz